Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
xxx
Księżyc w pełni ochrania mnie, a ja
tak juz spać chcę. Marzę, myśle że
od złego uratujesz mnie chociaż we śnie.
Przyngnębiony wstaje ranek, zabierają mnie
z mego świata.
Miłość to dla mego serca ogromna strata.
Doknąć nie mogę.
Moj świat nie istnieje, moja marzenie tak dalekie
rozwiweje. Myślami uciekam gdzieś, gdzie nikt nie
znajdzie mnie. Za oceany, z
a góry, lasy,łąki i morza
Tam , gdzie drogę wskazuje świetlista zorza.
Dopełnia się klątwa ucieknę z tąd daleko za horyząt.
Moja wyobraźnia poprowadzi mnie.
Moje marzenie choć w połowie ziści się.
Ale czy starczy mi odwagi tyle
żeby wędrować w dal, gonić za barwnym motylem?
W pszukiwaniu kogoś, kogo nie ma.
Sen mi pomoże, marzenie skróci męki,
życie zabije.
Czekam i nie mogę się doczekać,
kiedy wreszcie śmierć przestanie przedemną uciekać.
Kiedyś i tak się to stanie,
kiedyś i tak serce bić przestanie.
Tylko śmierć trzyma mnie przy życiu.
W niebyt wpadłam, na dno upadłam,
z przepaści spadłam.
I nie ocknę się już nigdy więcej.
Pmóż mi biały wilku.
Potrzebujesz tylko minut kilku.
xxx
He dziś starzy wyciągneli mnie do Areny
(centrum handlowe dla niewtajemniczonych) Oczywiście musiałam łazic po wszystkich sklepach, bo babcia ubzdurała sobie, że mój płaszcz jest wiosenny, a nie zimowy. Nie wiem skąd takie pomysły przychodza jej do głowy, ponieważ jest ciepły, ładny i wygodny. Ciągneła mnie po wszystkich sklepach, jakie tylko napotkała na swej drodze. Najgorzej było jak próbowała mi jakiś na siłe wepchnąć. Ja mam upodobanie w długich czarnych płaszczach, a nie jakieś szmaty z Reportera czy Reserved. Nie znoszę firmowych ciuchów. Najgorzej jest z kasą. Żal mi pieniędzy na głupią kieckę z Reportera, która w "gorszym" sklepie kosztuje grosze. Druga sprawa że niektóre ciuchy serio były by fajne gdyby nie obrzydliwy napis "REPORTER" na środku bluzy, czy na gaciach na dupie. Nie mam zamiaru robić, za chodzącą reklame i nie dość,że darmową to jeszcze ja muszę płacić. Potem zostałam siłą zaciągnięta do jakiegoś sklepu tzw. Kara. Sklep ten sprzedawał jedynie futra z prawdziwych zwierząt. Wchodząc tam poczułam ekologicznego ducha i zobaczyłam przed oczami te wszystkie małe zwierzątka katowane tylko po to by jakiś nadęty , bogaty babsztyl mógł się ubrać na sylwestra.
Po prostu nie mogę się doczekać tej cudwnej chwlili, kiedy to zaczą wyrabiać futra z ludzkiej skóry. A inną szosą znów cena. Jeszcze lepsza. Beznadziejne futro ze skóry od jakiegoś lisa i tchórzofredki kosztowała z jakieś 1655 zł No ludzie chyba ocipieli całkowicie!!!
Ja tam napewno nie zapłacę tyle za kórtkę tylko dlatego że ma na sobie kawałek zdechłego szczura. Wystarczy mi mój pies i w dodatku żywy.
A pozatym nasuwa mi się tu pytanie "po co to, dlaczego"? (możliwe że znane z pewniego programu ale zupełnie dotyczy czego innego)
Co człowiek chce udowodnić, kiedy zakłada plaszcz ,
który kosztuje fortunę . Że co że jest fajny, nadziany? Nie to się liczy. Mozna powtarzać do do samego końca a i tak znajdzie się jakiś tempak, który będzie myślał że jest fajny, bo ma pełne konto. Ech te dzisiejsze społeczeństwo.
Albo inna sprawa. Wlazłam do pierwszego lepszego sklepu i zobaczyłam taki płaszcz. Był by nawet fajny, gdyby nie to, że zrobiony był z jakiegoś świetlistego matriału, i dzięki temu cały płaszcz wyglądał jak ciemny znak ostrzegeawczy. Idąc w takim czymś po ciemnku nie trzeba by było żadnego odblasku zakładać.
A potem co poszłam do innego sklepu to co widziałam? Kurtki, kurteczki, płaszczyki, z kieszeniami, bez kieszeni, z kapturkiem, bez kapturka
przeróżne, a łączyło je jedno. Wszystkie wykonane byłe z tegoż oto materiału. Tragedia. Rozumiem, że coś może być modne, ale jak coś jest modne,to każdy musi się tak ubrać? Bo nie widziałam ani jednego sklepu, ktory miał by na swojej wystawie coś odmniennego. A potem jest awantura "jak ona mogła przyjść ubrana tak samo jak ja"!?
Dobrze że nie zaliczam się do tej grupy społecznej i nie gonie za modą bo inni ludzie dawno by mnie zaszufladkowali.
DLATEGO ZŁOTA MYŚL ANI NA DZIŚ BRZMI "NIE WAŻNE, W CO SIĘ UBIERZESZ. JEŚLI JESTEŚ DUPKIEM, DUPKIEM POZOSTANIESZ" oraz "NIE GOŃ ZA KAŻDYM DUPERELEM, KTÓRY ZOBACZYSZ W SKLEPIE, TYLKO STWÓRZ SWOJ WŁASNY STYL"
xxx
Mija dzień za dniem, a ja nadal tkwię w smutku. Nabawiłam się po świętach takiego niewyobrażalnego doła że szkoda gadać. Nie będę tu pisała przez co. Nawet moi "przyjaciele" nie wiedzą i nigdy nikomu nie powiem. To jest mój sekret. Tylko to mi zostało. Wieczorami ,kiedy leżę już w łóżku zapominam o tym świecie i zaczynam marzyć. Noc to idealny czas na to, ponieważ wokoło panuje jedynie cisza, jest ciemno. Nikt i nic mi wtedy nie przeszkadza. Zaczynam się bać, że jest coś ze mną nie tak. Widocznie brak ojca tak na mnie zadziałał.
Czuję jakąś taką pustkę w sercu. Tak bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie wsparł. Ale kto?
Myślę że bardziej pasowałabym do...gry kopmuterowej. Jestem tak samo nierealna . Nie pasuję do tego świata i nigdy nie pasowałam. Ta codzienność mnie przytłacza. Ta monotonność dnia sprawia że życie staje się nie do wytrzymania. No bo co? Wszystkie moje dni wyglądają jednakowo:
wstaję rano, szkoła, po szkole wracam późno do domu siadam na kompa, zadania zwykle nie chce mi się robić, dlatego tylko pakuję plecak, obiad,komputer, kolacja, wanna spanie. Całe moje życie polega na codziennym zapierdalaniu do szkoły i spowrotem. Od czasu do czasu kilka dni wolnego z powodu wekeendu, czy jakiegoś święta. To wszystko mnie wykańcza psychicznie. Chciałabym móc uciec od tego wszystkiego gdzieś hen daleko i nigdy nie wrocić. Często patrzę na ptaki. Jak bardzo chciałabym umieć latać tak wysoko jak one.
Czuję, że ciągnę za sobą niewidzialny łańcuch, który uniemożliwia mi pójście dalej niż na miasto, czy do parku z psem.
Wiem, że to złudne marzenia i można mnie posądzić o ucieczkę z wariatkowa, ale chciałabym kiedyś spoktać postać tak zwaną "nierealną". Chodzi tu o jakiegoś smoka, czy jednorożca,albo nawet zwykłego ducha. Od małego dziecka wyobrażałam sobie że mieszkam w jakiejś bajce z księżniczkami, potworami,czarodziejami, magami i wiedźminami . Widać wiele takich dziecięcych fanazji pozostalo zakorzenione w mojej duszy i nigdy nie wyjdzie.
Hmm czy wy także macie jakieś takie marzenia, żeby chociaż raz przelecieć się na pegazie, zostać królewną, czy załatwić złego smoka, czy tylko ja w ten sposób chcę uciec od rzeczywistości?
XXX
No i znów święta. Ale zamiast składać wam życzenia chciałabym coś przypomnieć. Święta to czas niby piękny, kiedy niby spełniają się marzenia i zdarzają cuda. Może i tam czasami zdarzy się jakiś cud bo słyszałam niedawno, o jakieś dziewczynce co obudziła się na święta ze śpiączki. Radość jej rodziców pewnie nie ma końca. Ale ile jest takich dzieci, którze szczęścia nie mają? I one także oczekują na cuda. A cudami możecie być wy. Jest wiele osób, które potrzebują pomocy właśnie od innych ludzi. Niby zwykły człowiek nie umie uczynić cudu, lecz jednak. Wystarczy komuś pomóc. Wesprzeć materialnie, czy duchowo. Wtedy uczynicie cud. Nie bądzcie obojętni na ludzka krzywde. Chociaż w te święta, ale powinno się o tym pamiętać cały rok. Nie traćmy wzroku,słuchu czy jakiegokolwiek innego zmysłu, kiedy ktoś prosi o pomoc. Większość marzeń nie spełni się sama, tylko my je musimy spełnić, tak samo jak niektóre cuda. Nie ma tu Jezusa, ani nie wiem czy warto liczyć na pomoc od Boga. Musimy radzić sobie sami. I pamiętajcie kiedy wy będziecie siedzieć przy stole wigilijnym z rodziną lub otwierać prezenty z najdroższymi to w tym czasie ktoś może cierpieć, dziecko może umierać w ramionach matki, chory samotnie spędzać ten czas w szpitalu a towarzyszyć będą mu jedynie kroplówki, czy ktoś inny w tym czasie zapadnie w śpiączkę czy ulegnie wypadkowi. Dobra kończę, bo znów się rozpisałam.
TERAZ ŻYCZĘ WAM WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2008
xxx
Zapaliłam zapałkę. Daje ciepły, lekki blask.
Nie zamyka oczu niczym bezlitosne światło. Potem słychać tylko wrzask.
Jej malutki płomyczek grzeje mnie w twarz.
Opowiadam jej moją historię. Teraz płomyczku
całe moje zycie znasz.
Zapałka się wypaliła, ciemność pozostała, a
razem z ciemnością i moja krew nadal z rąk spływała
xxx
Kolejne uczucie, kolejne złamane serce. Coraz częsciej próbuję zasnąć. Przynajmniej w snach nic nie czuje. W moim wyimaginowanym świecie tak samo.
Tam wszystko układa się tak jak powinno.
Czemu nie tutaj? Czemu zawsze tutaj jest na odrwót?
Wspomnienia przeplatają mi się z marzeniami. Zawsze ciągneło mnie do pewnego miejsca tam gdzie często jeżdziłam będąc małym dzieckiem. Tylko czemu teraz to wszystko legło gruzach?
I zadaję sobie kolejne pytanie czemu to ja mam zawsze zazdrościć innym ludziom. Dlaczego mi raz nikt nie może pozazdrościć? Hm to chyba proste ja nic nie mam. Począwszy od głupiej rodzinki skończywszy na setki razy połamanym sercu i fałszywych przyjaciołach.
Chyba nauczyłam się juz nie ufać ludziom, chyba nauczyłam się, że z kontaktów między ludzkich nic nie wyniknie. Zawsze jak przywiążę się do kogoś wystarczjąco mocno to potem zostają tylko słowa, niedotrzymane obietnice, łzy, wspomnienia, bol i cierpienie.
Nie mam już siły pytać Boga o to samo, mianowicie czy jest ktoś, kto szczerze powie że mnie kocha i już nie opuści?
Chyba odpowiedź jest negatywna. Mimo to iż domyślam się to i tak się jej boję.
Nie umiem już wysłuchwiać jak inni opowiadają o swoim szczęściu. Nie umiem. To tak boli. Wszystko boli. A w dodatku skończył mi się tabletki. Trzeba sobie nowe kupić. Nic a jutro zażyję te mocne. Jak raz się pożygam to nic mi się nie stanie. Wręcz przeciwnie nie pójdę do szkoły.
Cóż gdyby nałóg nie szkodził to narkotyki były by dozwolone.
Dziwne jak zamykam oczy widzę niebo roświetlone chyba zachodem słońca , i mnie nad jeziorem. Dziwne uczucie. Ale miłe.
No nic kończę muszę się zbierać. Trzeba jakoś przeżyć ten jutrzejszy dzień. Nie wiem jak, ale jakoś trzeba będzie. Zobaczy się. W najgorszym przypadku wykituję i wywalę się za okno. To tyle na dziś.
xxx
Moje życie, to zawalona ruina. Wszystko legło w gruzach lub obraca sie przeciw mnie. Czuję się, jakbym nie miała żadnej wartości, dla ludzi, ktorymi darze uczuciami. To jest niesprawiedliwe. Już nie mam nic. Co dzień myślę tylko o tym, żeby zasnąć, żeby już nic nie czuć. Naprawde nie chcę mieć uczuć. One są okropne, zabijają mnie.
Co dzień, jak idę do szkoły, to modlę się, żeby mnie przejechało auto, żebym zapadła w śpiączkę albo jeszcze lepiej, żebym umarła.
Tylko ludzie szczęśliwi chcą żyć. I ja do nich nie należę, i coś mi się wydaje, że nigdy nie będę należeć.
Już nie mam, co pisać wszystko mnie boli. Jakieś gówno trzyma mnie na tym pierdolonym świecie.
Widzę, że nikt mi nie pomoże.Nie jestem w stanie już tego wytrzymać. Nie umiem. Złamane serce miałam już miliony razy i za każdym razem boli coraz bardzej. Nie jestem już w stanie normalnie funkcjonować. Nie umiem się skupić na lekcjach, nie umiem normalnie rozmawiać z innymi. Dlaczego? Bo cierpie. Ale to nie jest żadną wymówka dla innych. Dla innych liczy się tylko to, co masz im dać. Mają gdzieś twoje samopoczucie, mają gdzieś, co się z tobą dzieje.
Ktoś się kiedyś zapytał, czy wierzę w Boga? A przecież jak osoba, którą opuścił ojciec, dla wszystkich jest piątym kołem u wozu, ma zranione serce i czuje otaczającą ją beznadziejność może nie wierzyć w Boga. Owszem wierze i szczerze go nienawidzę, za to, co zrobił, za to że stworzył to całe gówno. Za to że jestem i jestem samotna.
Życzę miłęgo ja nie chcę dłużej żyć i cieszyłabym się cholernie, gdyby na tą jebniętą ziemię pierdolnoł meteoryt i jak za czasów dinozaurów zmiótł
cały naród ludzki z powierzchni ziemi.
Dziękuję.
xxx
Miałam nadzieję, ze cierpienie mineło.
Miałam nadzieję, że wspomnienie odpłyneło.
Chciałam doznać miłości mimo, że
potrzebowałabym cierpliwości.
Chciałam doznać bliskości, mimo, że
nie widziałabym tego z wysokości.
Lecz wszystko zawodzi, szczęście skończy się i
odchodzi.
Spada kolejna łza wypłakana.
Nie przyjdzie nigdy ona przezemnie wyszukana.
Skończyła się słodycz śwata opętanego.
Zaczyna się era życia znienawidzonego.
Pijany Bóg sprawił, że znów płakać
mi się zachciało.
Naćpany Amor źle wycelował i znów serce
mi połamało.Zniknął uśmiech dawnych lat,
samotności nadszedł czas.
Nigdy już w to nie uwierze.
Będę ryczeć, niczym oszalałe z bólu zwierze.
xxx
I kończy się kolejny, szary dzień. Jutro zaś szkoła.
Nie lubię tam chodzić. GŁównie na lekcjach i na przerwie siedzę i patrzę w okno. Marzę o tym, by móc umieć latać, być wolną i polecieć, gdzieś na zachod. Zacząć gonić za marzeniami, a nie mogę, bo siedzę jak by przywiązana albo zamknięta w klatce. Nie mogę się ruszyć, oddychać. Każdy mój krok, mimo, że jestem wolna jest kontrolowany przez innych. Ludzie uniemożliwiają mi zdobywanie moich celów. Większośc myśli, że jestem głupia i tyle. Z wielką chęcią uciekłabym gdzieś nawet niedaleko, uciekła od tego wszystkiego, szkoły, małp, którzy do tej szkoły uczęszczają, od Tomka, od domu, w którym własnie jestem więziona, smutku, cierpienia. Odetchnąć od tego wszystkigo choć na chwilkę. ALe to będzie trudne, bo uciec z domu, ze szkoły to jeszcze nie tak najtrudniej, ale pozbyć się uczuć, tak zamrozić swoje serce, żeby się nic nie czuło? Było by ciężko, nawet chyba niewykonalne. Bo w końcu każdy ma uczucia. Chociaż u większości widać tylko nienawiść, ale to przecież też uczucie. Na razie o takiej ucieczce to se mogę pomarzyć. I czy to nie ironia? Znów kolejne nie spełnione marzenie. Zajebiście nie?
Co noc śni mi się, że latam na błękitnym niebie, nie czuję już bólu. I lecę, gdzieś, gdzie będę szczęśliwa. Ja wiem gdzie, ale nie każdy musi to wiedzieć.
Ile bym dała, żeby już w końcu odnaleźć taką "oazę spokoju".
Człowiek gada,że ma problemy, a sam narobi komuś jeszcze większych. Nic kończę, bo jak by się tak rozspiać o idiotyźmie społeczeństwa, to nie skończy się do końca roku 2008.
xxx
Dziś mikołajki. Niby fajny dzień, ale i tak do dupy. W końcu każdy dzień bez względu na to czy jest świętem, czy normalnym dniem jest do dupy.
Leżałam dziś sobie w nocy, no dobra był już taki wczesny ranek. Powiedzmy gdzieś tak dużo po piątej.
Na dworze był już taki półmrok, a ja leżałam i nie umiałam już zasnąć, mimo, że do szkoły miałam jeszcze mnóstwo czasu. Matka poszła do roboty no i właśnie ona mnie obudziła. I tak sobie leżałam .Z nudów dopadła mnie wena i zaczełam se wymyślać wierszyk.
Ni z tąd, ni zowąt słowa jakieś same zaczeły mi się rymować. Czasami mam taką "wenę" że co nie powiem jest do rymu. Dziwne uczucie, ale fajne. Więc tez postanowiłam zapisać se ten wierszyk w moim pięknym zeszycie , który niedawno znalazłam :P
I tak piszę, piszę, a tu Andzia po mnie do szkoły przychodzi a ja jeszcze w piżamie, nie umyta. Poprosiłam ją , żeby pięć minut poczekała, a ja się ubiorę , umyję i umaluję. A ona oki. Dobrze że miała dobry humor.
a wiersz postanowiłam napisać na dodatkowej lekcji,matematyki, którą mamy właśnie o ósmej rano. Albo mi sie wydaje, albo ten zeszyt przynosi mi szczęście. Dziś nie mam aż tak zjebanego humoru, co prawda nie jest tez najlpeiej.
A może i opublikuję sobie ten wierszyk. Oczywiście on jest napisany do kogoś ( wtjemniczeni wiedzą , o kogo chodzi. Chociaż ja wolę nie pisać)
A o to i moje "łóżkowe dzieło"
Nie ma snu, w którym bym Ciebie nie widziała.
Nie ma dnia, w którym bym o Tobie nie myślała.
Nie ma ściany, na której nie szukałabym Twojego cienia.
Nie ma miejsca na ciele, gdzie nie wyryłabym żyletką Twojego imienia.
Nie ma minuty, w której nie patrzyłabym w kierunku Twojego domu.
Nie ma sekundy, w której nie patrzyłabym z oczekiwaniem na wyświetlacz mego telefonu.
Nie ma gwiazdy, która nie prowadziła by do Ciebie.
Nie ma miejsca przy Tobie, gdzie nie czułabym się jak w niebie.
Nie ma wschodu, kiedy nie patrzyłabym zamarzona z rana.
Lecz boli to , że jestem
NIESZCZĘŚLIWIE ZAKOCHANA!!!
xxx
Bravo. Nagroda dla najbardziej pioerdolonej rodzinki należy się właśnie mojej. Może to się wydać śmieszne, ale dziadek zaczął oburzać się...o kawałek czekolady, który dziś rano zjadłam. Przez to znów się zaczeła awantura. Chciał mnie nawet pobić i groził mi. To śmieszne. Może przeprowadzę sondę, kto ma jeszcze dziadków pscholi?:).
Żałosne.
I co mam pisać. Krew mi leci strumieniami. Zaś zaczeli mnie porównywać, do mojego starego MAM TEGO DOSYĆ!
Ile jeszcze będę musiała znosić to gówno. Najpierw moj stary, potem Magda, Marzena, potem Dominik, potem Tomek, teraz starzy. Nie no ja nie wytrzymam na tym padole. Nie chce już żyć. Oczywiście lista osób, ktorzy mnie skrzywdzili jest milion razy większa, ale nie chciało mi się już tego pisać.
Zostało mi już naprawde niewiele i boję się, że i to stracę. Wtedy nie będę już miała nic. Bo o szczęściu to i tak już mogę zapomnieć.
Nie chce mi się już modlić do Boga pozabwionego zmysłów. On nic nie czuje, nie widzi mojego cierpienia i nie słyszy moich próśb. Pewnie mści się za to, że byłam przypadkiem i nikt mnie na tym świecie nie planował, NIKT. Za to też też mszczą się na mnie dziadkowie :(
xxx
No i zajebiście. Kolejny raz złamano mi serce i chyba nikt już mi go nie sklei.
Ile razy napotkam człowieka, tak tyle razy jestem zraniona.
Dziś kurwa moi dziadkowie powiedzieli mi prosto w twarz, że nie nadaję się do niczego. Po prostu śpiewałam sobie coś tam Nightwisha, a tu nagle przychodzi babcia i zaczyna gadać, że mam przestać wyć.Później zaczyna gadać, że nie umiem śpiewać.
Że jestem do niczego i nigdy w życiu niczego nie osiągnę, że inni ludzie nie wyją w pokoju jak małpy w klatce,
potem znów, że do niczego nie dojdę, że nawet głupia Doda ma lepszy głos odemnie,i TERAZ UWAGA: ŻE DODA JEST ŁADNIEJSZA, LEPSZA I BARDZIEJ UTALENTOWANA NIŻ JA.
Cholera usłyszeć to z ust kogoś bliskiego, to naprawdę boli, że moja babcia bardziej wspiera tą skretyniałą kurwę, co udaje gwiadkę niż mnie.
Potem znowu, że nie mam talentu, że jestem i będę nikim.
Może rzeczywiście tak jest, rzeczywiście jestem jak mój stary, który zaszedł pod most z flaszką jabola i stara dupodajką?
Może rzeczywiście nie mam żadnego talentu?
Boże chcę się zabić. A pozatym nic nowego. No może oprócz nowych sznyt na mojej rece. Widać, jestem beztalenciem, idiotką, która nigdzie nie zajdzie. Jestem poprostu NIKIM.
Dzień stracony, stracony świat wymyślony.
Znika śmiech, znika biel.
Ludzie obrzydliwi,
jak wstrętny trzmiel. Ranią mnie.
Patrząc w przeszłość, nią żyję, nią oddycham,
nią się żywię.
Siedząc w ciemnym pokoju,
jestem w smutnym nastroju.
Tracę powoli resztki godności.
Zachowując w sobie resztki miłości.
Ze świadomościa, że jedyne co mam w życiu
to szklana łza odbita w kryształowym księżycu.
Nikt nie słszy mego płaczu, nikt nie chce wyciągnąć
do mnie ręki.
Bóg nie ma ochoty mnie zabić, skrócić mojej męki.