Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
la-danse-macabre *Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania - blog4u.pl

Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania

:: la-danse-macabre ::

xxx







Ostatnio cholernie główkowałam nad paroma wierszami napisanymi przezemnie w górach i doszłam do wniosku że są na tak marnym poziome i nie mogę ich tu umieścić.
Więc od niewiadomo jakiego czasu naszła mnie wena twórcza i napisałam wiersz o... sama nie wiem o czym.
Czasami tak mam ,że piszę wiersze tak naprawdę o dupie maryni. Choć wszystko co tam jest zawarte w jakiś sposób symbolizuje coś w moim prawdziwym życiu.
Wiersze bardzo ciężko jest napisać o czymś , czego się nie czuje. Np. nieszczęśliwie zakochanemu ciężko będzie napisać wiersz o szczęśliwej miłości, smutnemu o radości, a radosnemu o smutku.
Gdyby tak się przyjżeć to wiele sławnych poetów napisało przynajmniej kilka wierszy pod wpływem smutku. Dla mnie wiersze pisane o śmierci, bólu i cierpieniu są najpiękniejsze. Dlaczego? Być może dlatego, iż potrafią spojżeć prawdzie prosto w oczy. A może dlatego że sama to czuję.
Nie nie wiem. Ale takie wiersze hmm jak by to napisać... mają duszę niż wierszyki rymowanki dla przedszkolaka. Co prawda takie też jest fajnie powymyślać, ale tak naprawdę to te smutne dla mnie są większo inspiracją. Chyba smutek towarzyszy niejednemu poecie. Można to zobaczyć przeglądając nawet blogi. Wiele osób pisze wiersze o nieszczęśliwej miłości, straconej przyjaźni, czy też braku chęci do życia. Mickiewicz pisał wiersze o tęsknocie za ojczyzną. Jego powieść "Pan Tadeusz" powstała właśnie za pomocą tęsknoty do tego wszystkiego. Juliusz Słowacki był podobno najbardziej nieszczęśliwym poetom. Kilkakrotnie nieszczęśliwie zakochanym, osamotnionym.
Więć jest chociaż ten jeden jedyny plus ze smutku

.....................................................


Ciemność hula po duszy,
wiatr potargane łzy w nicość kruszy.
Samotnie w gwiazdy wpatrując się, szukając
wrót, do nieba.
Nic wielkiego. Jedynie magii tu potrzeba.
Z ciemnością zmieszany róż.
Z kolorami tymi wirować w tańcu cieni, patrzeć
jak księżyc w obłokach się mieni.
Rany takie głębokie wydają się.
Z ludzkiego zimna cała drżę.
Serce jak z kryształków lodu. Czując tylko powiewy
chłodu.
Krawią rany, krawią łzy.
Smutek pod maską śmiechu znów przykryty.
Mija dzień za dniem, a ja włóczę się poganiana jak wiatr śmieciem.
Deszcz mych wspomnień rzuca wiatr. Ujmując to wszystko w jeden kadr.
Mój mały kochany przyjacielu, mój miły wielbicielu.
Krawi serce, krwawi dusza,
co na widok przeszłości tak bardzo się wzrusza.
Czas nieubłagany spokoju nie daje. Po środku drogi człowiek marny staje.
Po śodku zboża samotnie drzewo stoi, które
śmierci się nie boi.
Na jego nagich gałęziach siadały kruki,
drzewo stało ,drzewo o śmierć błagało. W końcu
Gałęzie zapaliły się.
Czerwone iskrzyło po środku pola.
Lecz wciąż zadawało sobie pytanie: "jaka jego była tutaj rola" ?
Galaktyka 29/01/2008 19:34:31 [komentarzy 2] Komentuj

xxx







Bez Wstępu. To nie jest żaden popierdzielony referat z polskiego. Z resztą nigdy nie wiem co napisać we wstępie, żeby dojść do mojego tematu. Sami widzicie, że od jakiegoś czasu planuję napisać coś, a wychodzi, że piszę coś zupełnie odmiennego. Więc dziś wieczorem znowu urażona zachowaniem dziadków w stosunku do mojej osoby (wiecznie tylko mnie obrażają, wiecznie coś im się we mnie nie podoba, wiecznie wszystko robię źle cokolwiek zrobię) wyszłam z psem. Na dworze było już wystarczająco ciemno, by zaobserwowac miliony gwiazd na niebie.
Właśnie zaczełam przypominać sobie te stare czasy, kiedy to jeszcze jakoś ludzie dawali mi żyć (idę o głowę, że tylko dlatego iż byłam wtedy małym berbeciem). I idąc z psem zaczełam tak dumać, że łącznie z wykasowaniem pana Tomasza (kolesia, który niesamowicie zranił mi serce) zakańczam pewnien rozdział w swym życiu. Teraz tylko staram się pozbyć pewnych uczuć. Tych złych uczuć związanych, z obrazem, kiedy widzę go z dziewczyną w świetle latarni. To bardzo dziwnie uczucie. Nie da się go opisać, podobnie jak się nie da opisać miłości,nienawiści w taki sposób, by była aż zobrazowana w oczach drugiej osoby. A to uczucie hmm.
Jak by ktoś połączył strach, ze wstrętem, nienawiścią i cierpieniem.
Mam wiele takich dziwnych uczuć. Lecz takze i tych dobrych. Związanych, z naprzykład Wesołym Miasteczkiem w Chorzowie. Takei miejsce, do którego w dzieciństwie wiele razy powracałam. I teraz nawet powracam. Lecz niestety teraz to jedynie marzeniami, wspomnieniami.
Te czasy dawno się skończyły. I nigdy nie wrócą.
Lecz jak teraz zobaczę niebo wieczorem, kiedy zobaczę niebo, które na zachodzie promieniuje pomarańczą, a na wschodzie już przykrywa świat czernią to wtedy nachodzi mnie to dziwaczne uczucie łączące wspomnienia z światem wyimaginowanym przezemnie. Pamiętam ten park jak by to było wczoraj.
WSzystkie dni, kiedy to jako mała dziewczynka jeździłam ze wszystkimi, którzy byli mi najbliżsi, a teraz stali się prawie obcymi ludźmi. Czasy, kiedy to czułam się najszczęśliwsza na świecie. To był taki symbol wolności.
Do pewnego czasu nie istniało takie uczucie, wogole nie istaniały uczucia takie jakie posiadam teraz. Wogóle nie "zinterpretowane", nie zrozumiałe. Wcześniej istaniała tylko miłość, nienawiść, strach i ból. Potem, kiedy to wszystko zaczeło się kończyć wtedy po raz pierwszy poczułam takie uczucie.
Hmm. Ciekawe. Właśnie przypomniałam sobie coś, nieważne co? Coś, co odwołuje do mojego własnego, wymarzonego świata, i daje nadzieję w tym. Może to jakiś symbol, ale to na razie pozostanie moją słodką tajemnicą.
Czy to nie dziwne ile może kłębić się nieznanych uczuć? Jest ich miliony i każde jest inne. Ciekawa jestem ile ich jeszcze jest.
Każde nawiązuje do jakiejś sytuacji w moim życiu obecnej, czy przeszłej. Jedne to już tylko wspomnienia i odczuwam je jedynie wtedy , gdy powiedzmy puszczę muzykę, która towarzyszyła mi wtedy, gdy to poznawałam, lub nawiedzę miejsce, które uwalnia to coś spowrotem. Ciąglę piszę słowo "uczucie" bo nie wiem jak mam to inaczej nazwać. Miłość nie, bo czuję też nienawiść. Szczęście nie, bo czuję też smutek, cierpienie nie, bo czuję też strach. Tak jak by ktoś zlepił wszystko w jedną całość.
A pozatym nic więcej się nie dzieje. Monotonność każdego dnia niesamowicie mnie przerasta. Wszystko staje się takie szare ,nudne. Co noc leżę i zastanawiam się nad sensem istnienia moim jak i całego świata. Po co tu jestem? Bo Bóg widzi we mnie jakąś przyszłość, czy sam nie jest istotą doskonałą i popełnia błędy. Z pewnością moje przyjście na świat nie było planowane, pyrznajmniej nie przez ludzi. Miałam nie istnieć. Ale przyszlam i wprowadziłam chaos, zakłóciłam spokojne życie mojej rodziny i całego mojego otoczenia . Wiem o tym, że jestem śmieciem ,cudem przygarniętym przez moich dziadków z łaski do ich domu, bo matka sama nie umiała by sobie dać rady. Wiem o tym, że przez moją "ekscentryczność" odstaję od reszty społeczeństwa. Więc po co tu jestem? To pytanie zadaję sobie od kilku dobrych lat i nadal nie umiem pojąć znaczenia mojej obecności tutaj. I nastaje kolejne pytanie: czy kiedy kolwiek się dowiem?
Dobra kończę to pierdolenie trzy po trzy o jakimś dziwacznym temacie. Możę zacznę wymyślać historyjki na temat Tokio Hotel i "kochanego" Bilusia, bo jak ostatnio przejżałam katalog, to jedynie w kategorii "fani" doliczyłam się tego ok. dwudziestu. Aż strach pomyśleć, ile tego jeszcze będzie, jak wejdę na kategorię "opowiadania", czy "wykonawcy zagraniczni".
Galaktyka 25/01/2008 20:34:03 [komentarzy 2] Komentuj

xxx






Wrociłam
Właśnie przyjechałam z tygodnia przepełnionego jakże słdoką nuda. Nie zabardzo odnalazłam tam to, czego szukałam, mimo tego widoki były przepiękne choć w ostatnich dniach zaczeło lać.A w trakcie podróży do domu pożegnał mnie przepiękny zachod słońca. Nie było śniegu więc zaczełam zwiedzać pobliskie miejscowości takie jak Bielsko-Biała lub Wisła mimo iż byłam tam miliony razy (ale nie zaszkodzi i ten milion pierwszy)
Lecz nie o tym chciałam dziś napisać. Notka nie będzie wesoła bo chciałam poruszyć temat osoby :Witolda "Vitka" Kiełtyka- perkusisty zespołu Decapitated, zginął tragicznie w listopadzie w wypadku samochodowym wracając z trasy koncertowej w Rosji [*] Wiem, wiem ten wypadek miał miejsce jeszcze na wiele dni przed moim wyjazdem, ale dopiero tam miałam wystarczająco dużo czasu, by trochę podumać i pofilozofować nad tym tematem (tym bardziej,że sama musiałam dostać się w góry autem).
Czy to nie straszne!? Jeden moment, maleńka chwila porównywalna do mrugnięcia okiem, czy skinięcia palca i nie ma młodego muzyka, który miał przed sobą świetlaną przyszłość. Poruszyło mnie to.
Miał 23 lata i wrota do sukcesu stały przed nim otworem. Wystarczyło tylko przez nie przejść, a tu BUM i cały czar prysł.
Ta sytuacja jest dobrym przykładem na to, jak ludzie szkodzą sobie nawzajem.
W jednej minucie człowiek śmieje się pełen wiary we własną przyszłość,a w następnej już go nie ma:(
Takich przypadków jest pełno i wcale o nie nie trudno. Wystarczy posadzić za kierownicą jakiegoś nieodpowiedzialnego dupka cierpiącego na manię szybkości i już można komuś zruinowac marzenia, czy odebrać życie.
"Stop Wariatom Drogowym"- całkiem pożyteczne hasełko, ktore w każdej chwili nabiera głębszego znaczenia.
Wiem o czym piszę. I moja bielutka skoda miała wiele razy tak zwaną "stłuczkę". Na szczęście za kazdym razem kończyło się jedynie na mandacie dla winnego i rysach na lakierze. No w najgroszym przypadku niewielkie wgniecenie w karoserii, którego nawet gołym okiem nie widać i jeśli człowiek się nie przyjzy, to nawet nie zauwazy, że auto jest po jakich kolwiek przejściach. Lecz co by było, gdyby jakiś samochód, który w nas wrąbał jechał by odrobinę szybciej? Aż strach o tym myśleć. Najprawdopodoniej siedziałabym teraz przykłuta do wózka inwalidzkiego (na psa urok) albo... wogóle nie pisała tej notki.
Wiem że czasami strasznie narzekam na moje życie, i jest czasami cholernie ciężko i nie umiem wytrzymać, ale gdzieś tam głęboko w moim serduszku tli się jednak maleńki płomyczek nadzieji że w końcu wszystko się ułoży i tylko czekam aż ten płomyczek rozpali całą moją duszę i jak narazie nie chcę by ktoś mi go "zdmuchnął" odbierając już całkowicie wszystko.
To tyle idę zobaczyć, czy ktoś nie wysłał mi jakiejś wiadomości na " Nasza Klasa" Cya
Galaktyka 21/01/2008 17:10:46 [komentarzy 4] Komentuj

xxx





Niesamowite, że w styczniu jest pogoda jak pod początek kwietnia. Cholernie ciepło. Ludzie chodzili porozpinani. Szczerze wyszłam tylko z psem i w krutnim rękawku a potem jedynie płaszcz. I tak mi było ciepło. Czułam się, jak bym wreszcie umiała odetchnąć, jak by ktoś po wielkiej męczarni wypuścił mnie z klatki. Pamiętam jak byłam mała.
Zima zaczynała mnie już denerwować, miałam dość wiecznie śniegu i mrozu. Kiedy robiło sie tak ciepło czułam się "wyzwolona".A kiedy dziś spojżałam w błękitne niebo zobaczyłam przed oczami jak zawsze na wiosnoe jeździłam z mamą i kuzynem do zoo i wesołego miasteczka (Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie) Niezapomniane czasy. Czułam sie tam taka szczęśliwa, kiedy zawsze dokarmiałam kozy, lub jechałam na karuzeli. Lecz jak na niesamowite czasy przystało musiały już dawno minąć. Ostatni raz byłam na takiej wycieczce siedem lat temu. To bardzo dawno. Kiedyś wybrałam się tam z matką i z ojcem. Niewiele pamiętam. Jedynie mojego "tatusia" na karuzeli, na której zawsze chciał się przejechać. Hehe ta karuzela do teraz tam stoi i działa niezawodnie. To jedno z niewielu szczęśliwych wspomnień, w których jest mój ojciec. A przeciez powinnam mieć nimi wypełnione całe życie. Pamiętam jeszcze, jak byliśmy razem na jakiejś imprezie na rynku, potem jak przychodził do mnie do domu, albo ja do niego (mieszkaliśmy osobno). Miał takiego ślicznego białego psa. Chyba Golden Retrivera. Teraz nie wiem, co z nim zrobił zabił, albo sprzedał by mieć na wodkę. A potem... potem, potem już nic nie pamiętam. Po prostu BAM i przestał przychodzić, miał mnie gdzieś. Wolał alkohol i 50-letnią kurwę odemnie i mojej matki. Nawet nie pamiętam, kiedy zniknął to stało się tak nagle.Lecz daje o sobie znać. Wiele razy próbował mnie okraść, mnie i moich bliskich. to zły człwiek i mam nadzieję że zostanie ukarany.No cóż kończę. Miałam napisać o wspomnieniach jakie przeplatały się w mojej głowie, a temat tak jakoś dziwnie zszedł na mojego starego.
Galaktyka 12/01/2008 16:54:19 [komentarzy 4] Komentuj

xxx







Heh Jeszcze tylko trzy dni i będą ferie. W te dwa tygodnie wolnego wyjeżdżam w góry. Cieszę się, ponieważ zapowiadają się ciekawe przeżycia pełne pięknych widoków, odpoczynku na łonie natury, dłużeszego czasu kojącego snu ,ciekawych wycieczek, odpoczynku psychicznego, no i oczywiście ożeranie się dobrym żarciem we wszystkich możliwych restauracjiach w okolicy, a uwerzcie mi jest ich wiele. Począwszy od KFC skończywszy na restauracji z greckim i hiszpańskim jedzeniem :P
No i znajdę też więcej czasu na trenowanie mojego brzdękania na gitarze. Tylko muszę kupić kamerton bo przegapiłam ten mały, a jakże ważny szczegół (obecnie gitarę stroję za pomocą pianina. Mało znana sztuka, ale da się. Tylko jak pianino ważące prawie tonę przetransportować zwykłym osobwym autem w góry?)
No i też za pomocą gór, lasów,śniegu (jeśli będzie) wnieść w swoje życie coś baśniowego. Tak bardzo marzy mi się życie w bajce. Nawet nie muszę być księżniczką, tylko chciałabym móc przeżyć jakąś przygodę, ale tak to zero. Nie ma nic oprócz szkoły i komputera. Są też oczywiście minusy ich nie opowiem, bo są jak by to powiedzieć..zbyt bardzo osobiste. Ale to coś, a raczej czynność niszczy mnie psychicznie. Może jakoś przeżyję. Dawałam już temu radę z chyba sto razy, ale dalej jestem nieprzyzwyczajona. i tego jednego nie chcę, tego jednego się boję. Zawsze jest coś, co zniszczy mi humor. Kiedyś pojadę tam sama i będzie święty spokój. Kiedyś ucieknę od tego wszystkiego. Znajdę chociaż maleńką cząstkę tej baśni, której tak bardzo pragnę (szkoda że nie w pełni, ale to by było niemożliwe). Ciężko to wszystko będzie znaleźć pośród zadymionych ulic, wznoszących się budynków i kominów fabrycznych. Ale znajdę i ta myśl trzyma mnie przy życiu. Oraz że po śmierci będę żyła w swoim magicznym opowiadaniu na zawsze. Wierzę że istnieje życie po śmierci i wierzę że znajdę tam wieczny spokój. Dlatego nie mogę doczekać się mojgeo zgonu. Chociaż wiem, że nie warto planować przyszłości, bo zawsze coś może pujść nie tak, jak planowalam. Mam nadzieję, że nie. Wiem to napewno. Po śmierci matki i dziadkow (nie to, żebym im tego życzyła, ale to i tak się kiedyś stanie i trzeba spojżeć prawdzie w oczy) odejdę z tąd i jak będę chciała to wrócę. Ale wątpię. Ucieknę.
Galaktyka 8/01/2008 20:49:13 [komentarzy 2] Komentuj

xxx

Światło księzyca wżera się w noc.
Pod oknem w wielkiej wieży
leży postać zawinięta w bawełniany koc.
Wataha wilków lasy przemieża od gór aż po wybrzeża.
Pełnia oświetla cały baśniowy swiat,
jaki stowrzyłam, tam gdzie przybyłam,
realność klatki zniszczyłam.
Tak Boże jestem lepsza niż ty. Stowrzyłam doskonały świat.
Przecież ja ufałam i się zawiodłam
Tak mój kacie.
Teraz wiem, że ty mnie nie zranisz mój drogi bracie.
Tam, gdzie słońce z księżycem stanowi parę, tam ,gdzie uzyskuję we własne szczęście wiarę.
Tam, gdzie nie mija czas, tu nie umiera żaden z nas.
Napruszy śnieg, leciutko okryje dolinę z zamkiem. Śnieżny wilk przez drzewa się przedziera. Tutaj mój kochany głęboko umierasz. Nie masz tu już nic do oglądania. To jest mój świat.
Podczas wiecznego spania.
Smoki,elfy, jednorożce spacerujące po
błękitno-krwistym niebie.
Tutaj poszukuję jedynie ciebie. Z nadzieją błąkam się po magicznych polanach i wiem, że znajdę,
że to coś odnajdę. Dostanę skrzydeł i niczym anioł
wzlecę nad te wszystkie obłoki.
To już są do szczęścia ostatnie kroki.
Lecz sen baśniowy zniszczy świt. Ten jakże nieprawdziwy mit.
Znów wygrałeś. Ciesz się.
Galaktyka 6/01/2008 20:57:00 [komentarzy 1] Komentuj

xxx







Kolejny raz połamało mi się serce. Nie mam zamiaru gadać czemu. Po porstu cierpie. Serce miałam złamane miliony razy i za każdym razem boli coraz bardziej. Tym razem ból był prawie nie do wytrzymania. Po prostu miałam ochotę skoczyć z dziesiąego pięra. Łzy to mi lecą ciurkiem nawet teraz. Czy ja do kurwy nędzy przynajmniej raz nie mogę być szczęśliwa!?
Widocznie nie. Nienawidzę Boga . On bawi sie moim kosztem. Czemu aż tak strasznie mnie nienawidzi? Przecież to nie moja wina, że istnieję! Serce nie zagoiło mi się jeszcze do końca po tym wszystkim co przeżyłam rok temu, a tu teraz znowu i znowu. Nie umiem już tego wytrzymać. To wszystko niszczy mnie od środka. Jestem rozsadzana. Miłość przestała mieć dla mnie jakikolwiek sens. Nie nawidzę życia, świata, uczuć. Boże to tak boli. W tym momencie zwątpiłam do końca. Nie będzie czegoś takiego jak szczęśliwy rok, nie będzie czegoś takiego jak szczęśliwe życie. Będę żyć w smutku, w cierpieniu i pewnie w smutku i cierpieniu umrę. Mam nadzieję, że śmierć przyjdzie do mnie prędko, bo ja już nie umiem wytrzymać. Naprawdę nic nie idzie zgodnie z moim planem. Już nie panuje nad moim życiem. Takie uczucie jest dwieście razy gorsze niż śmierć.
Nie przeżyję. To tak boli. Nie mam siły. Nienawidzę Boga, nie chcę już wogóle istnieć. Nawet nie wiem co mam pisać. Że co że serce rozsypało mi się na małe kawałki, które walają się chaotycznie po mojej duszy.We mnie w środku. Chyba nigdy już się szczerze nie uśmiechnę. Przynajmniej teraz się na to niezapowiada. Nigdy, nigdy. Bóg i wszyscy święci są popierdoleni. Tak samo jak ludzie. Przysięgam niech ktoś skróci moje męki i mnie zabije błagam! Ja naprawdę nie umiem już żyć. Jezus mnie zostawił. Zrobił ze mnie psychicznie chorą wariatkę, rani prawie cały czas, a jego pomocy wogóle nie czuć, ani nie widzieć, nie słyszeć.
Galaktyka 5/01/2008 16:35:44 [komentarzy 2] Komentuj

xxx







Nowy rok. Sylwester. Tak od dość dawna oczekiwany przez ludzi zaczął się czas karnawału. A o to i największa noc żegnająca stary rok i witająca nowy. Większośc osób bawiła się na różnego rodzaju imprezach od wieczora do białego rana. Ja niestety należałam do mniejszości narodowej, która spędziła tę jakże niesamowitą noc przed swoim najlepszym przyjacielem - komputerem (mimo że ów przedmiot ma niewielkie kłopoty z wentylatorem) . Z lapmką wina siedziałam i grałam w Wiedźmina. Jakoś tak polubiłam tą grę. Ma fajny klimat chociaż troche dużo w niej gadaniny.
Nowy rok. Też cholernie oczekiwany od początku grudnia. Dla każdego jest to symbol czegoś innego. Dla jednych nadzieja na lepsze jutro, dla innych szybko mijający czas i symbol starości.
Mnie kojarzy się z lękiem , niepewnością. Co będzie w tym roku. Czy będzie tak samo jak było przez ostatnie kilka lat, czy wszystko się zmieni? Na lepsze, bądź na gorsze. Miejmy nadzieję że na lepsze. Lecz czuję w kościach że nie będzie łatwy.
Mimo wszystko boję się każdego nadchodzącego roku. Ta niepewność mnie przeraża . Przecież to może być dla ciebie ostatni sylwester w życiu. Albo dla bliskich (na psa urok) Albo zdobędziesz w tym roku szczyt, staniesz na najwyższym podium. Lub też upadniesz na dno.Uff jakie szczęście że mnie to nie grozi. Ja już dawno upadłam i nie potrafię się odbić. Chociaż oczywiście może być 200 razy gorzej. I tego się boję. Istnieje też możliwośc, że z śmierdzącego gówna (tak nazwali mnie moi dziadkowie) stane się kimś. Kimś, kto ma klase. Bardzo bym tego chciała. Ciągle siedzę w cieniu, cienu moich kuzynów bliskich i dalszych. Powiedzmy Krzyśka, który zawsze był dla babci i dziadka idealem. Janci, która jest strasznie pobożna i nie ma dnia, w którym by się nie pomodliła, Ani (potocznie zwanej Chudą), która ma zawsze same szóstki na świadectwie. Jest też syn od mojego wujka także zwany Krzysiek. Jest pełnoletni i ma niezłą fuche, kasiory jak lodu. Obecnie wyjechał do
Hong-Kongu by reprezentować Polskę w ..czymś tam nawet nie wiem, ale jestem z nigeo dumna. Mimo to wkurza mnie jak zawsze mnie porównują do nich. Przecież ja przy Chudej jestem cholerny nieuk. Porównajcie sobie same szóstki do troj, czwórek, dwójek i od biedy tam ciężkimi metodami jakaś piątka raz na sto lat.
Myśląc o tym wszystkim zaczynam wątpić w to że uda mi się cokolwiek. Chyba jestem nikim i zawsze tym nikim będę tak też mówią moi bliscy.
No cóż zobaczymy co ten nowy rok przyniesie. Bądź co bądź moje postanowienia na nowy rok to nauczyć się do pożądku grać na gitarze ponieważ wiążę z tym moją przyszłość. Kiedy już nic nie będzie mnie tu trzymać wezmę tylko gitarę i pójdę w świat. Będę czymś w rodzaju włóczęgi. Jak byłam mała to strasznie chciałam być wolna jak ptak. I jeżeli wszystko będzie za kilka lat tak jak teraz, to biorę gitarę, mp4 i odejdę. Nigdy nie wrócę
No cóż to tyle. Życzę wam, żeby ten rok był dla was bardzo pomyślny.
Galaktyka 1/01/2008 15:04:01 [komentarzy 5] Komentuj