Zima podobno ma być długa. Długa i uciążliwa. Nigdy nie lubiłam zimy. Ta szarość, smutek, zimno. Ten świat nie dla mnie. Kiedyś umiałam dostrzec piękno w śniegu, który błyszczy się w blasku latarni (tak, latarni, bo Słońca w zimie nie ma prawie w ogóle).
Jestem wtedy odcięta. Nie żyję, egzystuję. Nienawidzę śniegu. To zimno przypomina mi rzeczy, które chciałabym zapomnieć. Odcina od błękitu nieba, odcina od promieni Słońca. Tak, wiem, może przesadzam. Nienawidzę ludzi, nienawidzę mojej szkoły. Zajęć, na które trzeba się spieszyć, wpadając w zaspy cholernego śniegu. Nie czuję wtedy nic prócz przenikającego mnie smutku i myśli, że ciepło na tak długo mnie opuściło. Marzenia o kimś, kto nigdy nie pozwolił by mnie skrzywdzić ulatują wraz z ptakami uciekającymi przed surową porą roku. Tak, czuję się zamknięta w klatce, bo z miłą chęcią poleciałabym wraz z tymi ptakami. Chciałabym teraz jednak zapaść w sen zimowy, zapomnieć o moich troskach i obudzić się na wiosnę, kiedy niebo znów nabierze barw i życia.
Ale nie mogę, jest jeden aspekt, który nie pozwoli mi kusząco zwinąć się w kłębek, niczym niedźwiedź.
Dzień nie zaczął się zbyt kolorowo. Wczesne wstawanie, jak się okazało po darmo. Poszłam więc w odwiedziny. Komputer dłuugi, dłuugi okres czasu stał nieczynny, dopóki dopóty ktoś go nie naprawił.
Z przyjacielskich rozmów, oglądania makabrycznych obrazków w internecie oraz picia wielkiej ilości kawy wyrwał mnie telefon.
Głos matki był przesiąknięty emocjami Kazała przyjść jak najszybciej do domu.
Tak, byłam umówiona na spotkanie, które mogło zaważyć na mojej przyszłości. Mogło, bo nic nie wniosło. Tak, teoretycznie jestem zapisana na kurs pilotażu.
Szybowce, bo szybowce, ale od czegoś trzeba zacząć, jak to powiedział Konfucjusz- "spróbuj zapalić maleńką świeczkę, niż przeklinać ciemność".
Udało mi się. Myśli o lotach zajęły przestrzeń w mojej głowie, zabierając miejsce myślom o człowieku, który złamał mi serce. Nigdy się nie spodziewałam, że tak szybko "wyzdrowieję z uczucia. Pomimo, iż ten człowiek cały czas mi się śni, to teraz nie znaczy już kompletnie nic. Mam zamiar osiągnąć dużo, o wiele więcej niż on, mam zamiar popracować nad sobą, swoim życiem i kiedy będę na szczycie to wtedy być może zrozumie, kogo tak naprawdę odrzucił, kogo nie poznał.
Od dzieciństwa charakteryzowałam się tym, że zawsze wpadałam na idiotyczne pomysły. Któż by pomyślał, że ta cecha pozostała mi do dziś.
Genialny pomysł na wykombinowanie sporej kupy pieniędzy spadł mi, jak.... ptasie gówno na głowę. Można teoretycznie podjąć pracę w tym zasranym aeroklubie, a reszta potoczy się już z górki.
W takiej sytuacji jednak nieunikniona jest zmiana szkoły ze zwykłej na zaoczną.
W sumie od dawna rozmyślałam na zmienieniu szkoły ( chociażby na te dwa obsrane lata) Myślę, że dostałabym niemałego szału posiadając w planie jeszcze większą ilość zajęć zawodowych, aniżeli do tej pory. Najprawdopodobniej po paru miesiącach umiejscowili by mnie w szpitalu dla psychicznie chorych.
Więc w sumie upiekłabym dwie pieczenie na jednym ogniu. Taka decyzja jednak niesie ze sobą olbrzymie konsekwencje, których w większości nie jestem w stanie przewidzieć (tak, tak, często mi się to zdarza).
Zmiana klasy, podjęcie się pracy i to nie jakiegoś tam obsranego rozdawania pierdolonych ulotek, tylko zwyczajnej roboty, w której wytrzymać będę musiała parę dobrych lat, jeżeli chcę mieć tę cholerną licencję, na którą kurs kosztuje, kurwa, tyle, ile nowe auto. No ale jakże zwiększą się wtedy moje szanse pójścia na planowane studia.No zajekurwabiście.
Mam osiemnaście lat, sieczkę w mózgu a już muszę zacząć podejmować tak chujowe decyzje.

Istny psychiatryk.
Czuję się, jak kurczak do odstrzału. Właśnie taką strzelnicę przypomina wszystko, co ze szkołą i pracą związane. Zauważyłam, że dziwnym trafem zawsze musi znaleźć się ktoś, kogo przełożony (nauczyciel, szef) musi przykopać pod sam dół.
Wśród nauczycieli czuje się taką nutkę zawiści. Są to ludzie, którzy chyba nie do końca zrealizowali swoje własne plany życiowe no i gdzie im przyszło pracować? No gdzie? O losie... w szkole. Mam dziwne wrażenie, że chcą i swoim uczniom zgotować podobny los. Nienawidzę, gdy ktoś każe mi coś robić, zwłaszcza, jeśli jest to rzecz, której nie lubię. Niestety ostatnimi czasy nie robię, nic, co robić lubię. Są to konsekwencje źle podjętej decyzji. Głupie to, że gówniarz z gimnazjum musi wybierać sobie szkołę średnią, praktycznie nic nie wiedząc o kierunkach i o tym, co jeszcze robić będzie. Trochę, jak by społeczeństwo wylało na mnie szambo. Skutki złej decyzji pojawiły się dwa lata po.... czyli troszkę za późno na to, aby coś zmienić. Teraz, w trzeciej technikum kombinuje się głową, rękami i nogami, niczym przysłowiowy "koń pod górę" (w niektórych przypadkach słyszałam także o słoniach) co by tutaj zrobić, aby nie musieć uczyć się przedmiotów, które w przyszłości będą mi tak potrzebne, jak raki wystające z dupy. Na moje nieszczęście wkopałam się w technika pływania w kanałach, albo technika grzebania w śmieciach (nie ciężko domyśleć się, cóż o za kierunek) . A przecież już od jakiegoś czasu celuję nieco wyżej. Najgorszym jest jednak fakt, że moja szkoła (nie wiem, jak z innymi) podcina skrzydła i to w sensie można powiedzieć dosłownym. Tak jak by całe grono pedagogiczne skrzyknęło się i podjęło działania uniemożliwić uczniom realizowanie się w czymś innym, niż obowiązkowa nauka w szkole. Dla mnie więc słowo nauczyciel jest tym samym, co nieudacznik życiowy. Wybaczcie drodzy nauczyciele, ale właśnie tak siebie sami przedstawiacie.
Trzęsienie ziemi w Japonii i cała Polska może odetchnąć od Smoleńska. Cóż za miłe kilka dni przerwy. Czekam tylko, aż powtórzy się sytuacja z Czarnobyla. Ciekawi mnie tylko fakt, cóż za wybitny umysł zezwolił na budowę elektrowni atomowej w miejscu styku dwóch płyt tektonicznych. Jak nastąpi wybuch elektrowni, to ja zgłoszę tego pana do nagrody Darwina.
Na sam koniec chciałam powitać (z dość dużym opóźnieniem) pana J. Kaczyńskiego wśród pijaków uzależnionych od porno, czyli, jednym słowem mówiąc-internautów.
Ostatnio głównym tematem rozmów stała się parada gejów, lesbijek, osób transseksualnych, w Warszawie.
Jak dla mnie parada dewiantów, zboczeńców, osób skrzywdzonych przez los. Bokiem wychodzi mi już pseudo tolerancja, wielobarwne flagi, oraz kłótnie na forach internetowych.
Pomijam już sam fakt współżycia dwóch osób tej samej płci, co dla mnie jest sytuacją wręcz obrzydliwą, ale nadmierne afiszowanie się na ulicach wielkich miast, to już mówiąc krótko, przegięcie. Ludzie Ci wprost perfekcyjnie manipulują społeczeństwem, za pomocą słowa "tolerancja". Przecież nie można nie przyjąć do pracy homoseksualisty, gdyż będzie to homofobia. Nie można skrytykować homoseksualisty, nie można nie poprzeć homoseksualisty, nie można nawet dziwnie spojrzeć na homoseksualistę. Mimo, iż ( jak zauważyłam) większość społeczeństwa zachowało jeszcze swój zdrowy rozsądek, to niestety osoby odmiennej orientacji seksualnej robią z siebie, poprzez media, sieroty skrzywdzone przez wszystko i wszystkich.
Czytałam kiedyś, w gazecie, o pewnej pani-nauczycielce, która przyznała się klasie , iż jest homoseksualistką. Wieść ta szybko się rozeszła, a dyrekcja musiała zwolnić naszą lesbijkę, gdyż do sekretariatu trafiały listy od rozwścieczonych rodziców, którzy nie życzą sobie ,aby ich pociechy uczył właśnie ktoś taki. Nauczycielka natychmiast zawiadomiła telewizję i gazety. Dziennikarze wręcz wlewali się do niewielkiej wsi, drzwiami i oknami wchodzili do niewielkiej szkoły,gdzie uczyła "pokrzywdzona".
Eks nauczycielka musiała zmienić miejsce zatrudnienia, i zamieszkania, ponieważ miejscowa ludność potępiała panią za orientację.
Ów mamy przejaw homofobii, nietolerancji, tak bardzo krytykowanej przez zwolenników tęczowych flag. I tutaj nasuwa się jedno pytanie....
Mianowicie po jaką cholerę ta baba wygłosiła całemu światu, że (jak to się mówi?) "woli" kobiety!?
Wszak normalny człowiek nie staje na środku ulicy i nie wrzeszczy na połowę miasta, że jest heteroseksualny. Normalny człowiek nie obnaża się ze swoją seksualnością w jakichś głupich paradach, grupach społecznych i przed kamerami telewizji. Skoro więc ,drodzy geje i lesbijki, chcecie być traktowani, jak zwykli ludzie, to zachowujcie się, jak zwykli ludzie, bo mnie jakoś mało interesuje wiedza, na temat, ilu osobom dzisiaj wylizaliście tyłki.
Ps.Komary tegorocznego lata chyba się zmutowały. Na ciele nie mam miejsca wolnego od ukąszenia ;(
Ps II. Chodź powtarzam to już sobie dość często, to może nadszedł czas na jakieś zmiany.